#1 Napisano 11 lipiec 2007 - 15:26 A ja bym się zabiła na rowerze jak jechałam na rowerze do sklepu z górki hamulec się złamał przy kierownicy a miałam nowy ciałkiem a drugi hamulec ze zadku też mam ale zapomniałam że mam chamulec że nie jechało auto i skręciłam na prawo tronę gdzie był zakręt i nogami hamowałam a jak bvym prosto jechała z górki to ani nie myślę. 0 Sprzedam rower trzykołowy Do góry #2 MamaLuka Napisano 03 lipiec 2007 - 09:43 Witam serdecznie Jestem od wczoraj szczęśliwą posiadaczką używanego roweru trójkołowego - tylko nie potrafię na nim jeździć?? Cały czas kierownica ściąga podczas jazdy na prawo - chyba ze jadę po naprawdę gładkim asfalcie a tak to po prostu nie do utrzymania??? - dosłownie zachowuje się jak dziki wierzchowiec :evil: Czy macie jakieś doświadczenia w tej kwestii? Bo na razie to mój mąż ma niezły ze mnie ubaw, że gorzej jeżdżę niż na rowerze tradycyjnym ..... Największy plus tej "zabawy", że każdy zwraca uwagę na rower - chyba jest jedyny w mojej dzielnicy, a zwłaszcza na kuferek, który mam z tyłu zamontowany zamiast kosza na zakupy Pozdrawiam i dziękuję z góry Wam za pomoc 0 Do góry #3 Madzia Napisano 03 lipiec 2007 - 10:15 Witam!Wiele lat jeździłam na rowerze trójkołowym i nigdy nie miałam tego typu doświadczeń. Może np. układ kierowniczy jest dość "wrażliwy" i na delikatne skręty reaguje dość "ostro"?Myślę jednak, że jeszcze kilka dni i jazda na rowerze nie będzie Ci sprawiać najmniejszej trudności [quote name='MamaLuka]Największy plus tej "zabawy"' date=' że każdy zwraca uwagę na rower - chyba jest jedyny w mojej dzielnicy, a zwłaszcza na kuferek, który mam z tyłu zamontowany[/quote']To normalne Ja też na początku wzbudzałam sensację Pozdrawiam i trzymam kciuki za dalszą naukę 0 Do góry #4 andzia12 Napisano 03 lipiec 2007 - 14:41 Witam w świecie od dziecka jeżdzię na rowerze i kuzyn umię jeżdzić a przeważnie mój brat jak był młodszy to jeżdził tam, gdzie chciał i się nie stydził jak musiałam wołać go żeby położył mój rower bo by mi go zepsuł ale jak przyjechał do nas to mój rower i też małe dzieci ze mną jechały w koszyku na zadku. A ludzie się patrzą tak zawsze i wszędzie na uczyć się, mnie też kierownica ściąga na prawo stronę 0 Sprzedam rower trzykołowy Do góry #5 MamaLuka Napisano 03 lipiec 2007 - 15:59 Madziu dzięki za pomoc i życzliwe słowa -muszę sie zmierzyć faktycznie z tym rogatym bykiem No i trochę popularności nie zaszkodzi:)Dodano wto 03 lip 2007 17:04:29 CEST : Dodano wto 03 lip 2007 17:04:14 CEST : Andziu, Dzięki za przyjęcie do klubu 3 kołowców pocieszyłaś mnie i to bardzo, bo już myślałam, że tylko ja mam taki problem i jest ze mnie taka sierota ... Na nieszczęście pogoda się popsuła i nie mogę dzisiaj próbować na nowo...Zresztą zaraz młodsze dziecię się obudzi i wtedy z powrotem mam całodobowy etat no i przyjdzie też starszy braciszek....Także rower to dla mnie tez odskocznia od rutynowych zajęć i jak widać niezapomniane wrażeniaPozdrawiam serdecznie:D 0 Do góry #6 Panta rei Napisano 03 lipiec 2007 - 20:20 Myślę że jeśli ściąga w prawo a po równym jest ok, to przyczyną może być to iż asfalt jest położony ze spadlkiem i prawe tylne koło jest niżej i przez to sciąga, w prawo. Zdaje mi się że gdybyś jechała lewą stroną jezdni to sciągało by cię w lewo. Ale cóż lepszy rydz jak nic. Pozdrawiam. 0 Uśmiechnij się widząc człowieka, Uśmiechnij się on na to czeka. Do góry #7 MamaLuka Napisano 10 lipiec 2007 - 21:41 Witam serdecznie, No i jakoś się udaje - zaparłam się i po tygodniu praktyki jeżdżę lepiej o dziwo, z tym, że kierownicę podkręciłam wyżej... no i uważam zawsze na nierówności. 0 Do góry #8 Gość_AleksandraU127_* Gość_AleksandraU127_* Gość Napisano 25 maj 2014 - 16:21 Witam serdecznie Jestem od wczoraj szczęśliwą posiadaczką używanego roweru trójkołowego - tylko nie potrafię na nim jeździć?? Cały czas kierownica ściąga podczas jazdy na prawo - chyba ze jadę po naprawdę gładkim asfalcie a tak to po prostu nie do utrzymania??? - dosłownie zachowuje się jak dziki wierzchowiec :evil: Czy macie jakieś doświadczenia w tej kwestii? Bo na razie to mój mąż ma niezły ze mnie ubaw, że gorzej jeżdżę niż na rowerze tradycyjnym ..... Największy plus tej "zabawy", że każdy zwraca uwagę na rower - chyba jest jedyny w mojej dzielnicy, a zwłaszcza na kuferek, który mam z tyłu zamontowany zamiast kosza na zakupy Pozdrawiam i dziękuję z góry Wam za pomoc Myślę że jak trochę poćwiczysz jeżdżenie będzie tylko sama formalnoscią Myślę że jak trochę poćwiczysz jeżdżenie będzie tylko sama formalnoscią Ja tez miałam rower 3 kołowy nie jest to wcale trudne ale jak dla kogo. AleksandraU Najpierw zacytowałas post z przed 7miu lat a potem zacytowałas własne słowa na które sama sobie odpowiedziałaś. Nie widzę sensu w takim poście no ale co nie jest zabronione jest dozwolone Moderator. Użytkownik kaska_zaborze edytował ten post 25 maj 2014 - 18:05 0 Do góry #9 swallow Napisano 03 czerwiec 2014 - 12:02 Witam, chciałabym ponowić temat bo posty są dość stare mam pytanie czy warto kupić taki rower? Na 2-kołowym nie pojadę bo nie mam równowagi. Czy jesteście zadowoleni ze swoich rowerów? Są drogie więc chciałabym poznać Wasze zdanie zanim się zdecyduję. Z góry dzięki za odp. 0 Do góry #10 Kryspin Napisano 17 czerwiec 2014 - 18:01 Optymalny wydaje się rower momo, w sumie pasuje każdemu z drozszych modeli np hanbike handy Użytkownik kaska_zaborze edytował ten post 19 czerwiec 2014 - 11:17 0 Do góry #11 nba87 Napisano 19 czerwiec 2014 - 18:34 Może to jest wina układu kierowniczego jak ściąga cię w prawo albo wystarczy ustawić zbieżność kół ja w swoim dwukołowcu tak miałem. Użytkownik kaska_zaborze edytował ten post 20 czerwiec 2014 - 10:43 0 Do góry
Jeżeli czujesz, że Twój dotychczasowy rower górski Cię ogranicza i nie pozwala w wygodny sposób jeździć po piasku czy śniegu, być może fatbike będzie lepszym rozwiązaniem. Taki rowerowy „czołg” pozwoli na komfortowe poruszanie się w tych miejscach, w których na zwykłym rowerze już dawno odpuścilibyśmy jazdę.
Wyobraź sobie, że wsiadasz na rower, który dzięki wykorzystaniu mocy silnika pozwala na przyjemną podróż i szybkie dotarcie do celu bez dużej zadyszki. To jedna z zalet rowerów elektrycznych, które rewolucjonizują podejście do jazdy na rowerze. Szukając dla siebie idealnego roweru elektrycznego trzeba pamiętać, że są to maszyny objęte przepisami polskiego Kodeksu Ruchu Drogowego. Ograniczają one między innymi moc silnika, a także prędkość poruszania się na rowerze elektrycznym. Czym jest rower elektryczny? Rower z napędem elektrycznym to nowoczesna alternatywa dla tradycyjnych rowerów. Są to modele wyposażone w silniki, które wspomagają pedałowanie. Dzięki temu rowerzysta używa mniej siły, wolniej się męczy i szybciej dociera do celu. Rowery elektryczne to idealne rozwiązanie zarówno dla osób, które szukają sprawnego środka transportu do jazdy po mieście, jak i dla osób, które lubią rowerowe wycieczki za miasto i ruch na świeżym powietrzu. Jak szybko jeździ rower elektryczny? E-bike to rower, który jest naprawdę szybki. Aby ograniczyć ryzyko wypadków wprowadzono regulacje prawne, które określają, że maksymalna prędkość roweru elektrycznego nie może przekraczać 25 km/h. Trzeba pamiętać, że przy tym rower elektryczny zachowuje wszystkie swoje zalety związane z tradycyjną jazdą na rowerze, a także z jego gabarytami. Oznacza to, że rower elektryczny jest nie tylko szybki, ale też zwinny i mobilny. GHOST Hybride ASX Base 625 2021 Rower elektryczny - przepisy Obowiązująca definicja roweru określa, że jest to pojazd o szerokości, która nie przekracza 0,9 m, poruszany siłą mięśni. Przepisy dookreślają też, że rower może być wyposażony w napęd elektryczny. Warunkiem jest jednak to, że moc nie może być większa niż 250W, a napięcie nie większe niż 48V. Co więcej, trzeba wiedzieć, że aby e-bike mógł być traktowany na równi z tradycyjnym rowerem, powinien być jedynie wspomagany silnikiem, ale napędzany przez ruchy pedałów. W tym celu stosuje się specjalne blokady. Jeśli to silnik jest głównym powodem pracy roweru i poruszania się, to staje się motorowerem i trzeba go zarejestrować. Czy można samodzielnie zdjąć blokadę prędkości w rowerze elektrycznym? Usunięcie blokady w rowerze elektrycznym jest możliwe. Może się jednak zakończyć ukaraniem przez służby mundurowe. Policjanci nie mogą sprawdzić maksymalnej mocy, jaką osiąga rower elektryczny bez udziału rzeczoznawcy. Poruszanie się na rowerze z prędkością większą niż 25 km/h przy braku udziału mięśni nóg jednak łatwo zaobserwować. Taki tuning może skutkować mandatem za przekroczenie prędkości. Gdzie można jeździć rowerem elektrycznym? E-bike to współczesna odpowiedź na potrzeby wielu osób. Dzięki wspomaganiu silnikiem jazda na rowerze mniej męczy, co sprawia, że dojazd na rowerze nie musi wiązać się z koniecznością przebierania się np. w pracy w inne ubrania. Co więcej, jadąc na rowerze można ominąć korki, a także zatłoczone środki komunikacji miejskiej. Niewielkie gabaryty sprawiają, że można nimi wjechać praktycznie wszędzie i nie ma problemu z szukaniem miejsca parkingowego. E-bike przewyższa też zalety jazdy na motocyklu lub skuterze, ponieważ poruszając się na rowerze elektrycznym można jechać ulicą, ale też chodnikiem, drogami gruntowymi oraz oczywiście ścieżkami rowerowymi. HAIBIKE HardNine 4 400 2021 Dla kogo polecamy e-bike? Obecnie nie są wprowadzone żadne regulacje, które prawnie zakazują poruszania się rowerami elektrycznymi określonym osobom. Oznacza to, że e-bike to rower dla każdego. Do jazdy na rowerze z napędem silnikowym nie wymaga się dodatkowych uprawnień. Konieczna jest jedynie umiejętność jazdy na rowerze. Przeszkodą w jeździe po mieście może okazać się jednak wiek. Zgodnie z przepisami ruchu drogowego, jazda na rowerze po drogach publicznych podlega karze, jeśli osoba przed ukończeniem 18 roku życia porusza się po drodze bez posiadania karty rowerowej lub prawa jazdy kategorii AM, A1, B1 lub T.
Przyjrzyjmy się bliżej rowerowi, jednak nie pod względem technicznym, a językowym. Poprawna jest tylko forma rowerze. Rowerze czy roweże? Poprawna forma. Gdy przychodzi nam zapisać ten rzeczownik czasem pojawiają się wątpliwości, ponieważ zarówno spółgłoskę ż jak i dwuznak rz wymawiamy w identyczny sposób.
100, 200, 300 i więcej km na rowerze – na różnych etapach rowerowego hobby te liczby poruszają wyobraźnię, motywują, budzą uznanie, a czasem zazdrość. Poniżej dzielę się doświadczeniami z kilkunastu wyjazdów powyżej 100 km, które odbyłem w ostatnich latach. Moim rekordem był wypad na 313 km, który zrealizowałem w lipcu 2017. Mam nadzieję, ze przedstawione poniżej uwagi pozwolą uniknąć błędów, które sam popełniałem początkowo i pozwolą bez problemów osiągnąć zamierzone rower? Typowym sprzętem do długodystansowych wypadów jest rower szosowy uzupełniony od gadżety i technologie podnoszące komfort. Ja jednak nieco nietypowo wybieram rower trekingowy. Powodów jest kilka. To mój podstawowy codzienny sprzęt, zrobiłem na nim już ponad 30 000 km w 9 lat. W tym czasie dostosowałem go idealnie do swoich potrzeb i wygody. Amortyzacja i 1,5 calowe opony pozwalają skorzystać z polnych skrótów, leśnych ścieżek, co ma znaczenie jeśli chcę coś zwiedzić na trasie. Wypróbowałem go na długich dystansach, a rower szosowy mam stosunkowo niedługo i nie wiem jak wytrzymam wiele godzin w pochylonej pozycji. Rower musi być dopasowany. Jeśli zwykle podczas krótkiej wycieczki bolą nas plecy, ramiona, kolana, to tym bardziej będą doskwierać na długiej trasie. Warto znaczenie wcześniej zlikwidować problemy płynące z niewłaściwego ustawienia roweru. Natomiast nie robimy żadnych regulacji w tym zakresie bezpośrednio przed trasą, bo to nie będzie już czas na eksperymenty. Rower musi być w 100% przygotowany do jazdy. Przed wyjazdem dokładnie czyszczę napęd i smaruję łańcuch. Przeglądam hamulce, dokręcam śruby bagażnika i sprawdzam przerzutki, linki i pancerze. W trasie nie ma czasu na regulacje, smarowanie, regulowanie. Jedynym wyjątkiem jest łańcuch. Nie znam smaru, który wytrzyma 300 km jazdy, więc w połowie trasy muszę smarować go rzadkim smarem teflonowym. Jak się przygotować? Moim zdaniem od przygotowania kondycyjnego ważniejsze jest odpowiednie zaplanowanie trasy, warunków jazdy, jedzenia oraz technika jazdy. Ważne jest poznanie swojego organizmu, żeby wiedzieć jak na wielogodzinną jazdę zareagują nasze stawy, ścięgna i mięśnie, poznać kiedy zbliża się kryzys. Głównie z tego względu dobrze jest podnosić sobie systematycznie poprzeczkę 50 – 100 – 150 – 200 – 300 km. W związku ze słabym początkiem sezonu w tym roku przejechałem do dnia wyjazdu ok 1800 km, z czego najdłuższy wypad miał 60 km. Jednak czułem się dosyć pewnie, bo pracowicie spędziłem zimę systematycznie jeżdżąc na trenażerze oraz stale korzystam z roweru w mieście (ok. 20 km dziennie). Podsumowując dobrze jest być po prostu “rozjeżdżonym” w sezonie, a robienie dłuższych tras w ramach przygotowania ma sens głównie po to, żeby poznać swój organizm. Wschód słońca nad Doliną Dolnej WisłyWschód słońca nad Doliną Dolnej WisłyPoczątek zawsze jest przyjemnyJaki dzień? Idealny dzień to ciepły, ale nie upalny, długi, bez deszczu i wiatru. Nawet dobrze, żeby było pochmurno, bo ostre słońce w trasie potrafi dać się we znaki. Ponieważ jedziemy cały dzień, lepiej żeby różnica temperatur w tym czasie nie była zbyt duża (mniej ubrań do zabrania). Oczywiście takie idealne dni praktycznie się nie zdarzają, a już na pewno nie wtedy kiedy akurat mamy weekend lub urlop. Nie mniej prognoza pogody jest niezbędna – deszcz, wiatr, skwar mogą skutecznie uniemożliwić osiągnięcie celu. W dniu wyjazdu naprawdę warto ruszyć jak najwcześniej, żeby maksymalnie wykorzystać światło dzienne. Zmierzch stwarza dodatkowe niebezpieczeństwa. Ryzyko wypadku podnosi zmęczenie po całodziennej trasie. W najdłuższe dni w roku mamy do dyspozycji ok 16 h słońca. Pozwala to na zamknięcie trasy 300 km z umiarkowaną prędkością lub 200 km ze zwiedzaniem i dłuższymi postojami. Co jeść? Kiedy przypominam sobie jak wyglądały moje pierwsze wypady > 100 km, to sam się dziwię, że w ogóle dochodziły do skutku. Przede wszystkim ze względu na sposób odżywiania się w trasie. Pomijając teorię żywienia, w wielkim uproszczeniu pożywienie na trasie musi spełnić 3 funkcje: Nawodnić – w drodze piję niemal wyłącznie izotoniki, małymi łykami systematycznie przez cały czas. Jeśli poczujemy pragnienie, to może być już z późno. Napoje izotoniczne nawadniają znacznie szybciej niż zwykła woda, do tego zawierają minerały i małe zastrzyki glukozowej energii – patrz pkt 2. Na trasie 300 km wypiłem 3 l izotonika. Dostarczyć energii mięśniom – najprostszym związkiem, który prawie bezpośrednio może być przekształcony w energię jest glukoza. Dostarczając ją systematycznie do organizmu jesteśmy w stanie utrzymywać pracę mięśni przez wiele godzin. Ja dostarczam ją wspomnianymi izotonikami i żelkami (tak, zwykłymi haribo lub frugo). Glukozowe żele dla sportowców zostawiam na intensywniejsze wysiłki na rowerze szosowym. Na trasie wystarczyły mi 2 paczki żelek. Zapobiec uczuciu głodu – glukoza z żelek, woda z napojów szybko się wchłania i żołądek szybko zaczyna domagać się czegoś co zapełni tą pustkę. Najlepiej w ogóle nie dopuścić do uczucia głodu. Jeśli tylko czuję lekkie ssanie w żołądku zatrzymuje się i robię przerwę na jedzenie. Podejście typu “jeszcze tylko ta górka”, “dojadę do tej miejscowości i będzie przerwa” powoduje, że głód się pogłębia i łatwo o kryzys. Zapycham żołądek czymś lekkim, co jednak da układowi trawiennemu zajęcie na kilka godzin. W moim przypadku są to “cold dogi” – wydrążone bułki z parówką, które przegryzam na postojach co ok 3h. Przez cały dzień zjadłem 5 takich wynalazków. Zlikwidować uczucie zmęczenia – nie znam podstawy naukowej tego zjawiska, ale w moim przypadku kofeina jest w stanie zdziałać cuda, szczególnie w kryzysie. Postój, bułka z parówką zapita małą czarną kawą ze stacji benzynowej cofają licznik o 100 km, przywracają siły na przynajmniej 2-3 h. Wypiłem 3 małe kawy. Biorę ze sobą też batony musli, które w łączą pkt. 2 i 3. Staram się też zorganizować kilka łyków zwykłej wody, żeby móc przepłukać usta z cukrów zapijanych cukrem. I tyle. Na trasie nie jem już dużego obiadu, nie piję napojów gazowanych. Nie sprawdza się też suszone mięso, które skutecznie hamuje głód, ale jest słone i mocno stymuluje pragnienie. Po powrocie staram się jeszcze przez 1-2 doby przyjmować dużo płynów, żeby uzupełnić nieuniknione straty. Na parę dni przed wyjazdem staram się przyjmować więcej węglowodanów, np. w postaci makaronu z pesto i oliwą. Żadnych eksperymentów, żeby uniknąć sensacji z dniu wyjazdu. Nie jestem fachowcem, być może piszę dietetyczne bzdury, wiem, że każdy organizm na swoją specyfikę, ale mimo to taki sposób odżywiania w 100% sprawdza się u mnie. Zabieram minimum bagażuPostój w ChełmnieNawigacja GPS to podstawaCo zabrać? To kolejny punkt na liście grzechów z moich pierwszych wypraw. Zabierałem ze sobą zdecydowanie za dużo zbyt ciężkich rzeczy, starając się być przygotowanym na każdy możliwy problem. Ogromne zapasy jedzenia, narzędzia pozwalające zrobić większość czynności serwisowych przy rowerze, zapasowe baterie, powerbank, kable do łączenia tego wszystkiego, ciężkie ubrania. Takie podejście ma uzasadnienie jeśli jedziemy w pozbawioną cywilizacji dżunglę, ale nie przy wycieczce w okolicy 150 km od domu. Teraz staram się zabrać minimum rzeczy, dzięki czemu ograniczam wagę bagażu. Na wyprawie 300 km miałem ze sobą: Bułki, batony musli, żelki, 2 dodatkowe butelki izotonika (słusznie obawiałem się, że będzie problem z ich zakupem) Zapasowe baterie do GPS i telefonu Opakowanie wodoodporne do telefonu Apart GPS Mapy papierowe Multitool, łatki, 2 zapasowe dętki (lubią mi pękać jedna po drugiej) Smar do łańcucha Oświetlenie (ruszałem przez wschodem słońca) Zwijana wiatrówka, spodnie przeciwdeszczowe (bez sensu), czapka przeciwdeszczowa gore-tex (świetna sprawa!) Bluza rowerowa (rano i wieczorem było bardzo zimno) Hamak Ticket to the moon (przeczytaj dlaczego <- wpis zawiera kod rabatowy na hamak :) Jak się ubrać? Podstawowy strój na trasie dla mnie to spodenki kolarskie na szelkach ze sprawdzoną wkładką, koszulka z krótkim rękawem. Warto przypomnieć, że do takich spodenek nie zakładamy bielizny, która niemal na pewno spowoduje obtarcia, ograniczy oddychalność i komfort. Miejsca narażone na obtarcia, jeszcze przed wyjazdem smaruję sudocremem. Moim ulubionym elementem rowerowej garderoby jest kolarska czapka z gore-texu. Chroni przed deszczem, wiatrem, świetnie oddycha. Jeśli miałbym zabrać tylko jedną rzecz przeciwdeszczową, to byłaby ona. Biorę też kurtkę wiatrówkę, która co prawda słabo oddycha, przecieka przy większym deszczu, ale dobrze chroni przed wiatrem i świetnie sprawdziła się przez 80 km jazdy w deszczu na zeszłorocznej trasie 230 km. Na długie wyjazdy zabieram buty spd, których używam na szosie, jest to model Shimano SH-RT82 – typowo przeznaczony do turystyki szosowej. Na stopy zakładam grubsze, dopasowane skarpety biegowe. Mają one minimalizować obtarcia, odprowadzać wilgoć na zewnątrz oraz rozkładać siłę punktowego nacisku na blok i pedał. Paski i klamry butów zaciskam dosyć ciasno, ale na postojach zdejmuję je, żeby dać odpocząć stopom. Deszcz po 200 km – dobrze, że na koniecWarto, żeby podróż miała etapy i drobne celeJaka trasa? Moim zdaniem dobra trasa na bicie rekordów jest: Atrakcyjna – dobrze, żeby znalazły się na niej jakieś cele, ciekawy krajobraz, miasteczko, w którym nigdy nie byliśmy, punkt widokowy. Atrakcyjna okolica pozwala oderwać uwagę od wolno lecących kilometrów, daje jakiś cel, pozwala podzielić wysiłek na etapy. Asfaltowa – przy długich dystansach nawierzchnia, po której jedziemy ma ogromne znaczenie. Przy planowaniu korzystam z aplikacji Komoot (polecam!) w trybie “rower szosowy”, co powoduje, że trasa jest teoretycznie wyłącznie asfaltowa, potem przyglądam ją i z pomocą Google Street View ustalam skróty, jednak tak, żeby odcinki gruntowe nie przekroczyły 5% całej trasy. Płaska – to niestety nieco kłóci się z punktem 1, ale faktycznie podjazdy mocno dają się we znaki, szczególnie jeśli zaczniemy je forsować, żeby utrzymać wyższą prędkość średnią. W formie pętli – zawsze planuję start i metę w domu. Co prawda kusi perspektywa dojechania do jakiegoś odległego punktu na mapie w ciągu jednego dnia, ale znacznie utrudnia to logistykę całego wypadu. Zgodna z kierunkiem wiatru – kiedy mam ustaloną trasę, to na kierunek jej pokonywania decyduję się bezpośrednio przed startem. Staram się odcinki pod wiatr pokonywać w lesie, natomiast z wiatrem jechać na otwartej przestrzeni. Poza miastami – jak tylko się da, unikam wjeżdżania do miast. Miasta to ciągłe zatrzymywanie się i ruszanie, krawężniki, uwaga skupiona na ruchu drogowym, niebezpieczeństwo wypadku. Często pierwsze kryzysy dopadały mnie bezpośredni po wyjeździe z miasta. Jak jechać? Początek zawsze jest przyjemny. Adrenalina, perspektywa przygody, świeżo nasmarowany rower, wszystko sprawi, że będzie się chciało gnać przed siebie. I to jest właśnie najlepszy moment żeby zwolnić i oszczędzić siły na czas kiedy przyjdzie kryzys, zaczniemy zastanawiać się, gdzie jest najbliższa stacja kolejowa, kto może po nas przyjechać. Dochodzimy tu do podstawowej sprawy przy długodystansowych trasach – rozkładania sił. Pierwszą połowę trasy staram się jechać na pół gwizdka. Dobrze jedzie mi się 27 km/h? To zwalniam do 23 km/h. Szybki zjazd? Kręcę od niechcenia, żeby wykorzystać chwilę odpoczynku. Ograniczam do minimum postoje. Z dwóch względów. Po pierwsze, ponowne ruszanie wymaga wysiłku. Najłatwiej odczuć to w mieście, gdzie wjeżdżamy po długiej trasie i trafiamy na ciąg skrzyżowań, przejść dla pieszych i świateł. Po drugie, postoje to strata czasu. Zawsze zajmują więcej czasu niż nam się wydaje. Podczas trasy 300 km postoje ograniczałem do minimum, nie zwiedzałem, zrobiłem raptem kilka zdjęć, raz wyciągnąłem mapę, zrobiłem kilka małych i jedną dłuższą przerwę 40 min., a mimo to na na 18 h w drodze, aż 3,5 h zajęły przerwy. Nie forsować podjazdów. Kolejny punkt z mojej listy grzechów. Zawsze starałem się pokonywać je jak najszybciej, starając się nie tracić średniej prędkości. To był duży błąd, bo drastycznie zwiększenie obciążenia mięśni, powtórzone kila razy pod rząd momentalnie pozbawiało sił. Teraz w pogórkowatym terenie bardzo mocno redukuję przełożenia, czasami jadąc pod górę z prędkością poniżej 10 km/h. Dobry plan to podstawaI jest – upragniony wynik! :DOdpoczynek w hamaku – super :)Nie dać się kryzysom! To chyba najważniejsze. Zawsze przychodzi taki moment, że mamy dosyć, zaczyna brakować sił, perspektywa końca trasy wydaje się odległym nieosiągalnym celem. Kolejne łyki izotonika, przeżuwane żelki nie dają energii. Przychodzi wątpliwość. To normalne. Ja wtedy zatrzymuję się na dłuższy postój, szukam stacji benzynowej z kawą. Staram się zwolnić, sprawdzić, co mogę zrobić, żeby choć trochę ułatwić sobie dalszą jazdę. Ostatnio pomogło nasmarowanie łańcucha, bułka i kawa. Kryzys w drugiej połowie trasy raczej nie pozbawi naszej wyprawy sukcesu. Natomiast, jeśli podobne myśli przychodzą podczas pierwszych kilkudziesięciu kilometrów, to lepiej sobie odpuścić. Skrócić planowaną trasę np. o połowę i dalej cieszyć pięknym dniem i rowerową przygodą. Mapa trasy:
W sprzedaży są również rowery przygotowywane dla większej ilości osób, także dla rodziców z dziećmi. Są to jednak konstrukcje robione albo na zamówienie, albo własnoręcznie przez domowych majsterkowiczów. Zapraszam do obejrzenia odcinka Rowerowych Porad, w którym moi rodzice opowiadają, jak im się jeździ na tandemie.
Jak nauczyć dziecko jazdy na rowerze? Sposobów jest mnóstwo, ale umiejętność ta przydaje się na całe życie, dlatego warto zadbać, aby dziecko mile wspominało tę naukę. Nie u każdego malucha proces ten będzie przebiegał jednakowo, niektórym dzieciom przychodzi to łatwiej, inne muszą włożyć w to więcej wysiłku. Jakie są korzyści z jazdy rowerem? Jak podejść do nauki jazdy na rowerze, aby nie zniechęcić do tego pociechy? Kiedy warto zacząć naukę jazdy na rowerze? Zobacz film: "W co należy wyposażyć przedszkolaka?" spis treści 1. Co daje dzieciom jazda na rowerze? 2. W jakim wieku rozpocząć naukę jazdy na rowerze? 3. Rowerek biegowy na początek 4. Czy warto wprowadzać boczne kółka? 5. Jaki rower dla dziecka na początek? 6. Jak zachęcić malucha do jazdy na rowerze? rozwiń 1. Co daje dzieciom jazda na rowerze? Jazda na rowerze to aktywność, do której warto zachęcać maluchy, od najmłodszych lat. Jakie są korzyści z jazdy na rowerze? Przede wszystkim: pomaga rozwijać koorydnację ruchową; pomaga rozwijać poczucie równowagi; rozwija nawyk aktywności ruchowej, zdrową konkurencję i ciekawość świata; uczy orientacji w przestrzeni oraz bezpiecznego poruszania się po niej; daje dziecku pewność siebie; uczy cierpliwości; rozwija mięśnie; rozwija naukę upadania; uczy współpracy poszczególnych części ciała; sprawia mnóstwa radości i satysfakcji. 2. W jakim wieku rozpocząć naukę jazdy na rowerze? Dawniej przyjęte było, że pierwszy rower najlepiej kupić dziecku z okazji Pierwszej Komunii. Dziś wiemy, że nie powinniśmy czekać z nauką jazdy na rowerze i warto wprowadzać dziecko w świat rowerowych doświadczeń nawet w wieku 2 - 3 lat. 3. Rowerek biegowy na początek W początkowym etapie nauki jazdy na rowerze warto kupić dziecku niski rowerek biegowy. Na takim rowerku dziecko może stabilnie usiąść, stawiając obie nogi na podłodze, mając lekko zgięte nogi. Dziecko uczy się utrzymywania równowagi, nie ryzykując upadku przy większej prędkości. Warto zacząć uczyć dziecko jeździć na miękkim podłożu: na dywanie lub na trawie, by nie zniechęcić malucha i w razie czego zapewnić mu miękkie lądowanie. Rowerek biegowy jest łatwy w obsłudze, a im dłużej dziecko na nim jeździ, tym częściej podnosi nogi do góry, balansując całym ciałem. 4. Czy warto wprowadzać boczne kółka? Dla większości rodziców jest to naturalny etap nauki jazdy na rowerze, jednak wbrew powszechnemu przekonaniu nie jest to konieczne. Szczególnie nie są potrzebne dodatkowe kółka, jeśli dziecko jeździło wcześniej na rowerku biegowym i potrafi już dobrze złapać równowagę. W takim wypadku montowanie bocznych kółek byłoby krokiem wstecz. 5. Jaki rower dla dziecka na początek? Podczas wyboru roweru dla dziecka należy wziąć pod uwagę kilka istotnych kwestii: rowerek powinien być jak najlżejszy, dobrany do wagi dziecka; rowerek może być nieco za mały - zdecydowanie łatwiej będzie rozpocząć naukę, jeśli dziecko może postawić całe stopy siedząc na siodełku; powinien mieć dodatkowe zabezpieczenia - wszelkiego rodzaju odbojniki na kierownicy, pokrycia ramy i gumowe rączki, które mogą ochronić dziecko przed ewentualnym obiciem się; gadżety - wszystko, co sprawia, że rower stanie się ulubionym towarzyszem zabaw dziecka, może być pomocny do namówienia opornego dziecka na naukę jazdy na rowerze. 6. Jak zachęcić malucha do jazdy na rowerze? Większość dzieci chce nauczyć się jazdy na rowerze i czerpie z tego radość. Są jednak maluchy, które się tego obawiają i nie mają z tego przyjemności. Co zrobić w takiej sytuacji? Nic na siłę! Jeśli maluch nie przejawia chęci do nauki jazdy rowerem, warto ją odłożyć na jakiś czas. Rozwój dzieci przebiega w różny sposób, dlatego nie powinniśmy sugerować się, gdy dziecko sąsiadów w wieku naszej pociechy już to umie. Jeśli będziemy nadmiernie naciskać, efekt może być przeciwny do zamierzonego. Jeśli mimo niechęci dziecka czujemy, że nadszedł właściwy moment na naukę jazdy na rowerze, powinniśmy zadbać, aby naukę połączyć z zabawą. Jeśli i tym razem okaże się, że nie przekonamy malucha do nauki tej umiejętności, warto za jakiś czas spróbować ponownie. Jeśli jednak przekonamy dziecko, pamiętajmy, aby nie przesadzać z długością czasu przejażdżki, ponieważ zmęczenie spowoduje rozkojerzanie dziecka. Warto też chwalić dziecko ze wszystkich możliwych okazji. Chwalenie zwiększa pewność siebie i poczucie własnej wartości. Nauka jazdy na rowerze powinna zawsze odbywać się w bezstresowej atmosferze, aby dziecku kojarzyła się przede wszystkim z przyjemnością. polecamy
. 48tz65ym4g.pages.dev/7248tz65ym4g.pages.dev/6748tz65ym4g.pages.dev/23648tz65ym4g.pages.dev/30948tz65ym4g.pages.dev/18948tz65ym4g.pages.dev/12248tz65ym4g.pages.dev/14748tz65ym4g.pages.dev/38548tz65ym4g.pages.dev/169
jak się jeździ na rowerze